Chyba czuję się lepiej.
Chyba sobie radzę lepiej.
Chyba nawet potrafię się częściej uśmiechać.
To takie miłe.
Chyba wychodzę z tego doła. Serio.
Teraz to wszystko co było wcześniej wydaje się takie bezsensowne.
Bo po co się smucić, po co marudzić jak można lepiej patrzeć na świat?
Trzeba myśleć pozytywnie! Chyba...
Jednak niespecjalnie jestem tego wszystkiego pewny.
Wiem, że to lepsze, ale czy dobre?
Może powinno być lepiej?
Niby zawsze może być lepiej, ale kiedy jest "dobrze"?
Chyba nie da się tego tak zmierzyć, żeby określić konkretnie.
Dla każdego inaczej jest dobrze.
Wydaje mi się, że dla mnie nie będzie nigdy tak po prostu "dobrze".
Chciałbym, żeby było coraz i coraz, i coraz lepiej.
Tak bardzo lepiej, żeby się nie dało bardziej.
Czy tak się da?
Może kiedyś się przekonam.
"Jak powiedział pewien milicjant - smutek jest jak pochód - przemija."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz