To ostatni post na tym blogu. Dlaczego? Tak po prostu.
Nie mam żadnego powodu, by go kończyć.
Nie miałem też żadnego powodu, by go zaczynać.
Nie miałem i nie mam żadnego powodu, by go prowadzić.
Był to kaprys.
Jak każdy inny.
Jak życie.
Jak poranna herbata.
Jak miłość.
Jak to, że trzeba zakładać bieliznę codziennie rano.
Kaprysem nawet jest to, że słońce wstaje codziennie rano.
Bo czym innym? Codziennym rytmem? Śmiechu warte.
Nie ma czegoś takiego jak codzienność.
Codzienność jest sztucznie stworzona przez człowieka, by ten poczuł się bezpiecznie.
Bezpieczeństwo to iluzja.
Niebezpieczeństwo także.
Rzeczywistością są rany, które mogą zostać zadane przez tę iluzję.
To je odczuwasz. Odczuwasz rany psychiczne, które niebezpieczeństwo na Tobie wywiera. Nazywasz to strachem, obawą, zazdrością, czymkolwiek. Każda emocja to rana.
A potem już zostają rany fizyczne... To już jest nic wielkiego.
Jak każdy inny.
Jak życie.
Jak poranna herbata.
Jak miłość.
Jak to, że trzeba zakładać bieliznę codziennie rano.
Kaprysem nawet jest to, że słońce wstaje codziennie rano.
Bo czym innym? Codziennym rytmem? Śmiechu warte.
Nie ma czegoś takiego jak codzienność.
Codzienność jest sztucznie stworzona przez człowieka, by ten poczuł się bezpiecznie.
Bezpieczeństwo to iluzja.
Niebezpieczeństwo także.
Rzeczywistością są rany, które mogą zostać zadane przez tę iluzję.
To je odczuwasz. Odczuwasz rany psychiczne, które niebezpieczeństwo na Tobie wywiera. Nazywasz to strachem, obawą, zazdrością, czymkolwiek. Każda emocja to rana.
A potem już zostają rany fizyczne... To już jest nic wielkiego.
00:24 12 grudnia 2013. Dobranoc.