A jednak nie! Jednak znów chujnia!
Tak szybko.
Kocham to tak mocno.
Beka.
:3
Baza cytatów
wtorek, 19 marca 2013
#18 Chyba.
Chyba jest lepiej.
Chyba czuję się lepiej.
Chyba sobie radzę lepiej.
Chyba nawet potrafię się częściej uśmiechać.
To takie miłe.
Chyba wychodzę z tego doła. Serio.
Teraz to wszystko co było wcześniej wydaje się takie bezsensowne.
Bo po co się smucić, po co marudzić jak można lepiej patrzeć na świat?
Trzeba myśleć pozytywnie! Chyba...
Jednak niespecjalnie jestem tego wszystkiego pewny.
Wiem, że to lepsze, ale czy dobre?
Może powinno być lepiej?
Niby zawsze może być lepiej, ale kiedy jest "dobrze"?
Chyba nie da się tego tak zmierzyć, żeby określić konkretnie.
Dla każdego inaczej jest dobrze.
Wydaje mi się, że dla mnie nie będzie nigdy tak po prostu "dobrze".
Chciałbym, żeby było coraz i coraz, i coraz lepiej.
Tak bardzo lepiej, żeby się nie dało bardziej.
Czy tak się da?
Może kiedyś się przekonam.
Chyba czuję się lepiej.
Chyba sobie radzę lepiej.
Chyba nawet potrafię się częściej uśmiechać.
To takie miłe.
Chyba wychodzę z tego doła. Serio.
Teraz to wszystko co było wcześniej wydaje się takie bezsensowne.
Bo po co się smucić, po co marudzić jak można lepiej patrzeć na świat?
Trzeba myśleć pozytywnie! Chyba...
Jednak niespecjalnie jestem tego wszystkiego pewny.
Wiem, że to lepsze, ale czy dobre?
Może powinno być lepiej?
Niby zawsze może być lepiej, ale kiedy jest "dobrze"?
Chyba nie da się tego tak zmierzyć, żeby określić konkretnie.
Dla każdego inaczej jest dobrze.
Wydaje mi się, że dla mnie nie będzie nigdy tak po prostu "dobrze".
Chciałbym, żeby było coraz i coraz, i coraz lepiej.
Tak bardzo lepiej, żeby się nie dało bardziej.
Czy tak się da?
Może kiedyś się przekonam.
"Jak powiedział pewien milicjant - smutek jest jak pochód - przemija."
sobota, 9 marca 2013
#17 Gdybym mógł.
Wiele rzeczy bym chciał zrobić gdybym mógł.
Gdybym mógł zostałbym kimś. Tak, wiem, jestem "kimś".
Ale nie o to mi chodzi.
Nie chcę być po prostu kimś. Kolejnym kimś wśród tłumu ktosiów nie wyróżniając się.
Czy to ma w ogóle sens?
Chciałbym być konkretnym kimś.
Kimś kto coś wniósł gdziekolwiek.
Kimś kto się odznacza... czym? tego nie wiem. Na pewno czymś co mogłoby być ważne.
Co byłoby przydatne, albo nawet nie, ale posiadałoby pewną wartość.
Niestety taki nie jestem.
Albo chciałbym być nikim.
No dobra... jestem nikim. Ale znów: nie w tym znaczeniu.
Chciałbym nie znaczyć nic dla kogokolwiek.
Byłoby łatwiej, bo nie musiałbym się martwić o nikogo.
Nie musiałbym się martwić, że kogoś urażę, że ktoś przeze mnie płacze.
Nie musiałbym nawet się starać, chociaż to wcale nie jest dobre, bo lubię się starać, choć rzadko z tego cokolwiek wychodzi, bo nie potrafię się starać...
Mógłbym się schować gdzieś głęboko, gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie.
A nawet mógłbym się schować gdziekolwiek - i tak nikt by mnie nie szukał.
Byłoby to dobre, bo nawet jeśli ktoś byłby dla mnie kimś ważnym to nie bolałoby to tak bardzo, że taka relacja się kruszy, że przestaję potrafić rozmawiać z taką osobą. Nie byłoby w ogóle takiej relacji.
Serio, wydaje mi się to dobre.
Albo może chciałbym być czymś innym.
Może ptakiem, który widzi wszystko z góry. Obserwuje, ale nic z tym nie robi i żyje własnym życiem samotnika? Hahah, byłoby to miłe.
A może... nie wiem, może nic nieznaczącym robaczkiem.
Tak, tak. Wiem. Robak jest uważany za coś najmniej honorowego na Ziemi, ale czy to takie ważne?
Czy w ogóle robaka to obchodzi? Chyba nie.
Ten żyje sobie własnym życiem nie przejmując się niczym, nie przejmując się nawet tym, że kiedyś umrze i tylko zasili glebę o składniki, z których był złożony.
Nie myśląc nawet o tym przydaje się. To takie miłe.
Eh... Co ja piszę za bełkot tutaj... No nic...
Gdybym mógł zostałbym kimś. Tak, wiem, jestem "kimś".
Ale nie o to mi chodzi.
Nie chcę być po prostu kimś. Kolejnym kimś wśród tłumu ktosiów nie wyróżniając się.
Czy to ma w ogóle sens?
Chciałbym być konkretnym kimś.
Kimś kto coś wniósł gdziekolwiek.
Kimś kto się odznacza... czym? tego nie wiem. Na pewno czymś co mogłoby być ważne.
Co byłoby przydatne, albo nawet nie, ale posiadałoby pewną wartość.
Niestety taki nie jestem.
Albo chciałbym być nikim.
No dobra... jestem nikim. Ale znów: nie w tym znaczeniu.
Chciałbym nie znaczyć nic dla kogokolwiek.
Byłoby łatwiej, bo nie musiałbym się martwić o nikogo.
Nie musiałbym się martwić, że kogoś urażę, że ktoś przeze mnie płacze.
Nie musiałbym nawet się starać, chociaż to wcale nie jest dobre, bo lubię się starać, choć rzadko z tego cokolwiek wychodzi, bo nie potrafię się starać...
Mógłbym się schować gdzieś głęboko, gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie.
A nawet mógłbym się schować gdziekolwiek - i tak nikt by mnie nie szukał.
Byłoby to dobre, bo nawet jeśli ktoś byłby dla mnie kimś ważnym to nie bolałoby to tak bardzo, że taka relacja się kruszy, że przestaję potrafić rozmawiać z taką osobą. Nie byłoby w ogóle takiej relacji.
Serio, wydaje mi się to dobre.
Albo może chciałbym być czymś innym.
Może ptakiem, który widzi wszystko z góry. Obserwuje, ale nic z tym nie robi i żyje własnym życiem samotnika? Hahah, byłoby to miłe.
A może... nie wiem, może nic nieznaczącym robaczkiem.
Tak, tak. Wiem. Robak jest uważany za coś najmniej honorowego na Ziemi, ale czy to takie ważne?
Czy w ogóle robaka to obchodzi? Chyba nie.
Ten żyje sobie własnym życiem nie przejmując się niczym, nie przejmując się nawet tym, że kiedyś umrze i tylko zasili glebę o składniki, z których był złożony.
Nie myśląc nawet o tym przydaje się. To takie miłe.
Eh... Co ja piszę za bełkot tutaj... No nic...
„Wariaci zwykle wierzą w to, co robią. To czyni ich potężnymi.”Chciałbym być wariatem...
środa, 6 marca 2013
#16 Ał.
Nie lubię, nie lubię, nie lubię, nie lubię, nie lubię, nie lubię, nielubię, nielubię, nielubię, nielubie... Tak bardzo. Nie lubię wszystkiego.
Wszystko mnie przytłacza.
Ogranicza.
Strasznie tego nienawidzę.
Nawet nie mam swojego własnego kąta, w którym mógłbym pobyć samemu.
A paradoksalnie doskwiera mi samotność.
To jest nielogiczne.
Otaczają mnie ludzie, spotykam ludzi codziennie.
Czuję się samotny. Groteskowo, niezrozumiale, przeogromnie nielogicznie samotny.
Odczuwam to codziennie. Każdego dnia, w każdej sytuacji, w każdej godzinie, minucie, sekundzie. Jedynie czasem ktoś mnie zirytuje na tyle, żebym mógł o tym zapomnieć.
Ale czy to jest lepsze? Wątpię.
Tak bardzo wątpię.
Dla mnie wszystko jest wątpliwe - zauważyłem.
Nawet to co jest pewne przecież może okazać się nieprawdą.
Wiem to.
Jest to cholernie irytujące i nie lubię tego.
A propos - nie lubię jednej rzeczy.
Ale ta już jest tak bardzo przyziemna, że wkurwia mnie bardziej niż wszystko inne.
Wyobraźcie sobie sytuację:
Jadę sobie tramwajem jakby nigdy nic. Pierwszy przystanek, drugi, trzeci.
Nic się nie dzieje, bo co miałoby się dziać? Ludzie wsiadają, wysiadają. Ktoś ustąpi staruszce miejsca, ktoś inny jest wpatrzony w okno. Nic ciekawego.
Ale nagle nastaje chwila, kiedy trzeba wysiąść. Podchodzi się do drzwi, naciska przycisk, żeby się otworzyły.
Drzwi rozwierają się może nie w błyskawicznym tempie, ale nie można narzekać.
I co się przed sobą widzi? MUR LUDZI DWADZIEŚCIA CENTYMETRÓW OD DRZWI.
NO KURWA. CZY NIKT NIE POTRAFI ZROZUMIEĆ, ŻE NAJPIERW LUDZIE WYSIADAJĄ I POWINNO IM SIĘ ZROBIĆ PRZEJŚCIE?
GDZIE ONI SIĘ SPIESZĄ O TEJ GODZINIE?
Dla mnie to jest nielogiczne.
Dla mnie to jest tak nielogiczne, że wkurwia na potęgę. Jak widać.
Uh... Miałem jeszcze coś napisać, ale jednak to pieprzę. Napiszę następnym razem...
Nie wiem czemu, ale słuchając ten utwór z OST'a z Accel World czuję się tak beztrosko, tak miło. Tak szczęśliwie. Jakbym miał się rozpłynąć. Tym bardziej, że o beztrosce zapomniałem już dawno temu...
Wszystko mnie przytłacza.
Ogranicza.
Strasznie tego nienawidzę.
Nawet nie mam swojego własnego kąta, w którym mógłbym pobyć samemu.
A paradoksalnie doskwiera mi samotność.
To jest nielogiczne.
Otaczają mnie ludzie, spotykam ludzi codziennie.
Czuję się samotny. Groteskowo, niezrozumiale, przeogromnie nielogicznie samotny.
Odczuwam to codziennie. Każdego dnia, w każdej sytuacji, w każdej godzinie, minucie, sekundzie. Jedynie czasem ktoś mnie zirytuje na tyle, żebym mógł o tym zapomnieć.
Ale czy to jest lepsze? Wątpię.
Tak bardzo wątpię.
Dla mnie wszystko jest wątpliwe - zauważyłem.
Nawet to co jest pewne przecież może okazać się nieprawdą.
Wiem to.
Jest to cholernie irytujące i nie lubię tego.
A propos - nie lubię jednej rzeczy.
Ale ta już jest tak bardzo przyziemna, że wkurwia mnie bardziej niż wszystko inne.
Wyobraźcie sobie sytuację:
Jadę sobie tramwajem jakby nigdy nic. Pierwszy przystanek, drugi, trzeci.
Nic się nie dzieje, bo co miałoby się dziać? Ludzie wsiadają, wysiadają. Ktoś ustąpi staruszce miejsca, ktoś inny jest wpatrzony w okno. Nic ciekawego.
Ale nagle nastaje chwila, kiedy trzeba wysiąść. Podchodzi się do drzwi, naciska przycisk, żeby się otworzyły.
Drzwi rozwierają się może nie w błyskawicznym tempie, ale nie można narzekać.
I co się przed sobą widzi? MUR LUDZI DWADZIEŚCIA CENTYMETRÓW OD DRZWI.
NO KURWA. CZY NIKT NIE POTRAFI ZROZUMIEĆ, ŻE NAJPIERW LUDZIE WYSIADAJĄ I POWINNO IM SIĘ ZROBIĆ PRZEJŚCIE?
GDZIE ONI SIĘ SPIESZĄ O TEJ GODZINIE?
Dla mnie to jest nielogiczne.
Dla mnie to jest tak nielogiczne, że wkurwia na potęgę. Jak widać.
Uh... Miałem jeszcze coś napisać, ale jednak to pieprzę. Napiszę następnym razem...
niedziela, 3 marca 2013
#15 Serio...?
Huh... Ktoś tam niżej chciał posta... Okej.
TAKI CHUJ. ;-;
TAKI CHUJ. ;-;
Tak, kolejny taki wpis, problem?
"Ci, którzy są obdarzeni mądrością, są największymi głupcami."
Tyle w temacie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)