Baza cytatów

niedziela, 24 lutego 2013

#14 Koniec ferii

Dzisiaj nadszedł niespodziewanie i niepostrzeżenie. Straszny, acz nieunikniony: koniec ferii.
Nigdy się tak nie czułem, ale wydaje mi się jakby powrót do rzeczywistości miał być czymś najgorszym na świecie. Chciałbym, żeby te ferie trwały i trwały.
Niestety, co oczywiste, nie może tak być.

Znów wrócę do szkoły, zacznę się uczyć.
Co prawda w czasie ferii się rozleniwiłem, więc znów będę musiał zacząć coś konstruktywnego.
Coś więcej konstruktywnego.
Ale to jest taaaakie trudne.
Jestem urodzonym leniem, który nie chce się pogodzić ze swoim przeznaczeniem.
Tak dramatycznie, że ja pierdolę, eh. ;-;

Mam nadzieję, że jak wrócę do normalności i nie będę miał tak wiele czasu na myślenie to moja psychika znów wróci do stabilnego stanu.
Acz trup też jest w stanie stabilnym, więc nie jest to zbytnie pocieszenie.
Jednak nie będę tego tak mocno odczuwał, tak myślę.

A teraz idę grać w FarCry'a, więc siema. <3


Trochę nightcore'u na dobranoc. ;-;

czwartek, 21 lutego 2013

#13 Nienormalny

Tak. Jestem nienormalny. Jestem pojebany. Nie wiem nawet co ja robię ze swoim życiem. Wszystko umiem spierdolić, nawet jeśli chcę, żeby było dobrze. Dlaczego? Nie wiem.

Kolejna rzecz, której nie wiem. Naprawdę, mógłbym wygrać plebiscyt na największą ofiarę roku chociaż dopiero co się zaczął, ale to też mi się nie uda, bo ja potrafiłbym spierdolić nawet to.

Czemu to piszę? W zasadzie nie wiem. Chyba użalam się nad sobą.
Ale co jest tutaj najdziwniejsze? Moje relacje z innymi ludźmi.
Niby wszystko okej, bo potrafię zawrzeć dobre znajomości, przyjaźnie i tak dalej, a potem... No cóż, zaczynam odpierdalać i psuć wszystko. Zrażać wszystkich do siebie, mieć wyjebane.
Potem, jak już nagle okazuje się, że zostałem sam...
No cóż, zaczynam znów rozmawiać, znów się do kogoś przybliżyć
by znów, kurwa, zrobić to samo!
No ja pierdolę. Co jest ze mną nie tak?!

...

wtorek, 19 lutego 2013

#12 Ouch...

Dzisiejszy dzień zaczął się niezbyt przyjemnie. Musiałem iść do dentysty. Niby to nic takiego, ale potem zdrętwiałe pół twarzy... To już jest naprawdę męczące. Nie lubię jak nie mam czegoś pod kontrolą. Tym bardziej jeśli mowa o własnym ciele... Pomijając to, że ja nie mam niczego pod kontrolą. Niestety.

Praktycznie przed chwilą się natknąłem na taki cytat Mrożka:
"Jeśli ktoś mówi, że ma dystans do wszystkiego, to znaczy, że cierpi."
Czy to prawda? Nie wiem. Pomimo, że ja właśnie mam dystans do wszystkiego to... Nie wiem czy cierpią inni. Nie wiem nic o ludziach, którzy mnie otaczają. Są dla mnie jak skorupy, za którymi może coś się kryję, ale ja nawet nie chcę na to patrzeć. Dlaczego? Może dlatego, że się boję?
Ale czy cierpię? Nie wiem. Może trochę. Może bardzo. Może i wcale.
Nie wiem tego. Nie wiem czym jest cierpienie.
Nie wiem czym jest ból. Skąd miałbym wiedzieć?
Nigdy go nie doświadczyłem na sobie. Chyba.
A może po prostu go nie poznaję?
Może bagatelizuję go szukając problemu w czymś zupełnie innym?
Tak dużo pytań. ;-;
A ja nie potrafię na żadne z nich odpowiedzieć...


niedziela, 17 lutego 2013

#11 ...?

Huh, nie było mnie tu kilka dni. Ile się tu zmieniło... A nie, jest tu tak samo.

Ferie zajęły mnie wieloma rzeczami tak bardzo, że jakoś nie miałem czasu, by pisać tutaj. Niestety. Ale teraz mam nadzieję, że jakoś się ogarnę i wpisy będą już przychodzić zgodnie z planem.

Czy mam coś do przekazania? Nie, chyba nie. Wszystko toczy się swoim rytmem.
Próbuję się ciągle odnaleźć, ciągle ogarnąć swoje życie, siebie, swoje otoczenie. Próbuję je zrozumieć i w swój własny sposób przystosować się do niego. Powoli się mi to udaje, ale w bardzo żółwim tempie, więc nie wiem kiedy osiągnę jakieś konkretniejsze wyniki z tym związane. Pożyjemy, zobaczymy.

Ostatnio zacząłem oglądać Borgiów. Cholernie polecam. Urzekł mnie ten serial opowiadający o rodzie pełnym intryg, spisków i szemranych spraw. Uwielbiam takie rzeczy.

Coś więcej? Nie, chyba nie.


poniedziałek, 11 lutego 2013

#10 ; o

Nie pisałem tego wcześniej, bo miałem inne sprawy na głowie, ale muszę uroczyście oświadczyć, że od minionego weekendu mam FERIE. Hell yeah. Tak, i teraz większość z was się już kisi w szkołach oczekując przerwy wielkanocnej, a ja sobie leniuchuję i pożytkuję czas w o wiele bardziej konstruktywny sposób. Może musiałem się na to doczekać trochę, ale w końcu nadszedł ten czas i muszę powiedzieć, że cieszę się z tego powodu. c;

Chyba nie mam co pisać zbytnio. Dzisiaj byłem na zakupach i u fryzjera, o. A tak to nic się nie działo... prócz FERII. Hehe. Nie mogę.

Tak krótko dzisiaj, bo tak. c;

niedziela, 10 lutego 2013

#09 Północ.

Miałem napisać ten post wczoraj, ale z pewnych powodów byłem poza domem od 17 do teraz, a pisać miałem zamiar właśnie wieczorem, więc piszę go teraz. Wybaczcie... ktokolwiek to czyta.

Około północy spacerując po drodze, przy której domy i latarnie znajdowały się co najmniej kilkanaście metrów od siebie, więc cisza była piękna, chociaż wyglądało to trochę jak z horroru (a strasznie troszkę też było, bo wydawało mi się, że ciągle idą za mną jakieś dresy <3). Ważniejsze jednak jest to, co sobie tam uświadomiłem. Może nie było to jakieś wielkie odkrycie, ale zdałem sobie sprawę, że mam jeszcze więcej problemów niż mi się wydawało. Ostatnio skupiłem się tylko na sobie, co mi się nie podoba w moim postępowaniu, stylu życia, czego w sobie nie lubię i z czym się czuję źle, czego mi brakuje. Zupełnie jednak zapomniałem o otoczeniu, o tych, którzy mieliby być tymi najbliższymi. Teraz, gdy spadło to na mnie jak grom z nieba... nie wiem jak sobie z tym poradzić. Czuję bezradność, a musicie wiedzieć, że poczucia bezradności nie cierpię. Wręcz nienawidzę... chociaż mi często zdarza się je odczuwać... Uh...

Jestem skołowany i zdezorientowany. Nie wiem od czego miałbym zacząć, jak to wszystko naprawić. Mógłbym poczekać, bo niby czas leczy rany (więc może i problemy też, co?), ale nawet jeśli to będzie trwać latami, a jestem zbyt niecierpliwy, żeby pozostawiać wszystko losowi, który i tak jest nieprzewidywalny, a na dodatek perfidny i zgryźliwy. Chyba podziękuję mu za jego usługi i zabiorę się za to co muszę zrobić. Jednak najpierw musiałbym wiedzieć CO MUSZĘ ZROBIĆ. Nie wiem tego. Nie wiem czy chcę wiedzieć, ale stojąc w miejscu nic nie zdziałam. Bojąc się co może się stać, co się zmieni, gdy zacznę coś z tym robić nic nie zdziałam. Huh, będę musiał nad tym poważnie się zastanowić.

Mam jeden cytat, wiec mogę go przytoczyć. Może nie pasuje do sytuacji, ale... czemu nie:
"Książki nie są jedynie czymś, co się czyta. Są czymś na wzór medytacji."
I... może jeszcze piosenka? Choć może piosenką bym tego nie nazwał, ale idealnie odwzorowuje to jak się czuję w tej chwili:

 

wtorek, 5 lutego 2013

#07 Wtorek

Nie mam zbyt wiele do napisania. Jakoś specjalnie nie działo się nic co mogłoby mi dać do myślenia, skłonić do jakichkolwiek refleksji. Jestem już zmęczony. Szkołą, codzienną rutyną, próbowaniem kroczeniem naprzód. Na szczęście już za trzy dni mam ferie, a a co do ostatniego - nie mam zamiaru przestawać. Chcę w końcu stracić to poczucie, że każdy dzień przesypuje mi się między palcami, że tracę go bezpowrotnie. Chcę się kłaść do snu z poczuciem, że zrobiłem w trakcie dnia tak wiele ciekawych, może nie jakichś wyjątkowych czy zapierających dech w piersiach, ale normalnych, pozostawiających coś po sobie. Myślę, że chciałbym tak...

Nie wiem czy mi się uda, czy będę kiedyś tak potrafił, ale będę próbował. Marzę o tym, serio. Nie umiem przestać o tym myśleć, bo po prostu potrzebuję sensu, a będę to mieć dopiero wtedy, kiedy będę mógł powiedzieć, że nie tracę dni. Że nie tracę choćby jednej, pieprzonej godziny. Nie wiem czemu, ale jest to dla mnie ważne, bo teraz czuję się z tym źle. Cholernie źle. Próbuję coś z tym zrobić, ale bezowocnie. Przynajmniej na tę chwilę, bo ciągle i ciągle posuwam się do przodu w swoim postanowieniu i może będzie to trwać długo, ale nie poddam się.

Jeśli chodzi o wczorajszy i dzisiejszy dzień... Napisałem jeden tekst, kilka postów na PBF'ach... Oglądałem Sakurasou no Pet na Kanojo - tak, następne anime. Problem? c;
Do tego miałem w poniedziałek pracę klasową z matmy, za którą z pewnością dostanę jedynkę, a już jutro czeka na mnie praca klasowa z fizyki, która zapewne zakończy się równie słabym wynikiem. Po prostu już nie mam siły do nauki. Próbuję, ale nie przynosi to żadnych skutków. Niestety.


niedziela, 3 lutego 2013

#06 ...

HEJ. c;

Nie wiem czemu, ale dzisiaj mam jakoś dobry humor. Serio. Naprawdę dobry. Uśmiecham się nawet i to bez powodu. Pomijając to, że byłem zmuszony wstać o ósmej po czterogodzinnym śnie, ale czemu miałoby mi to przeszkadzać? Sen to strata czasu. Serio.

Nie wiem jak można lubić spać. Śpiąc nic się nie robi, nie jest się nawet świadomym. Nie myśli się, nie można nic zrobić. Nie cierpię tego. Oczywiście - mózg potrzebuje odpoczynku (pomijając to, że podczas snu można zaobserwować jego najwyższą aktywność... CHYBA GO POJEBAŁO), ale po co to wydłużyć? Nie lepiej skrócić to do minimum  i mieć więcej czasu na wszystko, móc wykorzystać jak najlepiej dzień (i część nocy c:)?

Wczoraj nie robiłem nic takiego. Siedziałem, myślałem, obejrzałem odcinek, tym razem innego anime, a powinienem się zabrać za seriale ;|, Maoyuu Maou Yuusha... Nie, nie pytajcie o czym to jest. Nie warto... chociaż mi się podoba. Może właśnie dlatego nie pytajcie, co? XD
Rozpocząłem test na egzorcystę na HellGates - PBF'ie (play by forum, gra fabularna na forum ;d) o tematyce religijnej apokalipsy i zacząłem pisać opisy stacji do Metro PBF - mojego projektu na podstawie uniwersum Metra autorstwa Glukhovskiego... no, tak naprawdę to jest projekt znajomego, ale całkiem dużo się udzielam w związku z nim, więc chyba mogę go nazywać też swoim, co?
Dopisałem też jeden akapit do mojego opowiadania, pisze się ciągle. Powoli, bo powoli, ale ciągle do przodu, nie?
Nie mogę powiedzieć, że ta sobota była jakoś specjalnie niekonstruktywna. Mogę powiedzieć, że nawet całkiem wiele zrobiłem. Przynajmniej część, co miałem zamiar zrobić, a to i tak duże osiągnięcie. Jestem z siebie dumny.
Dzisiaj... No, obudziłem się o ósmej - tak jak mówiłem. Potem z ojcem odwiedziliśmy babcię, a jeszcze potem, razem z nią, pojechaliśmy odwiedzić dziadka w szpitalu, który leżał tam już od kilku dni, ale niestety nie miałem zbytniej możliwości, by go odwiedzić. Ale już się dobrze czuje i powinien zostać wypisany już jutro, więc jest okej. c:

Od wczoraj nie daje mi to spokoju. ;)

piątek, 1 lutego 2013

#05 Weekend

W końcu weekend, w końcu czas błogiego lenistwa, który chciałbym przeznaczyć na wiele bardziej konstruktywnych rzeczy, ale rzeczywistość niestety znosi mnie do parteru, łapie za włosy i wali twarzą o ścianę kilka razy... mam nadzieję, że tylko kilka razy. Ale pomimo tego trzeba próbować, bo tak, bo bez próbowania nic się nie uda. Chyba.

Wczoraj nie działo się nic ciekawego. Naprawdę. Nudny, normalny czwartek. Oprócz kartkówki z fizyki, za którą dostałem jeden, bo nie było mnie na poprzedniej lekcji, tj. w poniedziałek. Dodatkowo obejrzałem jeden odcinek anime o tytule Amnesia.  Nie, nie ma to żadnego związku z grą. Opowiada o dziewczynie, która przez nieszczęśliwy wypadek (i duszka z innego wymiaru o imieniu Orion, który wpadł na nią przenosząc się do tego świata) straciła pamięć i musi nauczyć się znów funkcjonować wśród znajomych, przyjaciół i współpracowników w taki sposób, żeby nikt z nich tego nie zauważył. Niby wydaje się nudne i nieciekawe, ale przyprawione kilkoma problemami, o których się nie ma pojęcia i towarzyskimi dysonansami nagle okazuje się wciągającą historią.
Co do dzisiejszego dnia to był trochę ciekawszy... Żartowałem. Jeszcze większa nieciekawa nieciekawość niż poprzedniego dnia. W szkole wyglądałem jak zombie. Zresztą jak większość klasy. Biorąc pod uwagę to, że każdego piątku mam dziewięć lekcji jest to chyba zrozumiałe. Potem tylko spakowałem się w internacie, zagrałem jeden mecz w PES'a z kolegą i pojechałem starym, podskakującym na każdym mniejszym wyboju autobusie PKS'u. Nie polecam. c;

Niestety, ale nie mam żadnego dobrego tekstu, ani piosenki, ani niczego innego. Rutyna w ostatnich dniach mną zawładnęła. Zupełnie. Może innym razem.