Nie wiem po co to piszę, bo to pewnie nie będzie mieć w ogóle sensu, ani nikogo to nie interesuje, ale z drugiej strony to mój blog i gówno powinno kogokolwiek interesować co tutaj wstawiam, więc będę pisał to co będę chciał, bo po prostu mogę i nikt mi nie zabroni. :)
Tak po prostu.
Ostatnio sobie myślałem, że chciałbym przeczytać "Nowy, wspaniały świat" Huxleya czy "Rok 1984" Orwella. Myślałem, że chciałbym dowiedzieć się czym jest antyutopia, co się z tym je i w ogóle. Jednakże zupełnie zapomniałem o pewnej książce Raya Bradbury'ego "451 stopni Fahrenheita", którą czytałem dobre kilka(naście) miesięcy temu.
Tytułowa temperatura nie jest niczym innym jak temperaturą, w której pali się papier. W powieści Guy Montag - tytułowy bohater i strażak (w tamtym świecie strażak jest człowiekiem z miotaczem ognia, który pali książki) - już na pierwszych stronach spotyka Klarysę. Kilkunastoletnią sąsiadkę z domu obok, w którym nie ogląda się telewizji, a zamiast tego często słychać śmiech i czuć rodzinną atmosferę na kilometr. W tym momencie zaczyna się zmieniać jego życie. Zaczyna czytać książki - bo to one zawierają w sobie tak wiele - i momentalnie zmienia się jego nastawienie do świata. Jego życie zaczęło nabierać sensu. Czy książki mają taką moc? Wydaje mi się, że nie. One jedynie wzbudzają uczucia i emocje, które nas porywają, zmieniają i kształtują na swoją modłę. Wracając - bezbarwna, bezemocjonalna egzystencja zmieniła się w coś o wiele więcej. Pełną emocji i marzeń rzeczywistość, w której ten mężczyzna istniał... Choć o niej zdał sobie sprawę trochę za późno.
W książce twierdzono, że literatura to największe zło. Oczywiście - nie było wojen, kłótni, bójek, nienawiści, ale też nie było radości, smutku, szczęścia, miłości. Niczego co nadaje światu tyle sensu. To tak jakby zostawić pusty karton po mleku, a zawartość wyrzucić, bo można się zachłysnąć płynem... Albo wyrzucić zapałki, bo może się zaprószyć ogień. Niedorzeczne...
Dzisiaj, w zasadzie przed chwilą, oglądałem film "Equilibrium" Kurta Wimmera... Znowu historia o świecie bez uczuć. Bez emocji. Bez kontaktów międzyludzkich. Jedynie egzystencja, która nie ma sensu. Która istnieje tylko, by istnieć, a oddechy są jedynie zegarem, który odlicza czas do końca. Nie chciałbym żyć w takim świecie. Choć mogę się bardzo utożsamiać w myśl dekadentyzmu, to osobiście lubię czuć. Lubię odczuwać wszystko, czego doświadczam. Nie chciałbym być pustą kukłą, która chodzi, by chodzić, mówi, by mówić, a słucha, by słuchać. Robić coś dla samego robienia. Musi być to irytujące.
To chyba wszystko... Dobranoc.
Baza cytatów
czwartek, 20 czerwca 2013
wtorek, 11 czerwca 2013
#21 całe44dniodpoprzedniegowpisuhehe
DZIEEEEEEEEEEEEEEeeeeeEEEEEńdOOOOOOOOOOoooooOOOOOobryyyyy.
W zasadzie to nie wiem o czym mam pisać, ale czemu nie.
Kto mi zabroni. XDDDDD
W zasadzie chciałbym odpowiedzieć sobie w tym wpisie na jedno pytanie. Chyba ważne w pewnym sensie.
CO JA, KURWA, ROBIŁEM PRZEZ OSTATNI MIESIĄC?! XD
Cóż... Co takiego mogłem robić?
Czytałem, o!
"Cień wiatru" - kolejna powieść autorstwa Carlosa Ruiza Zafona, którą przeczytałem. Wydaje mi się nawet lepsza od "Gry anioła" ... Jest bardziej mroczna, bardziej tajemnicza. Pokazuje beznadziejność świata. To, że człowiek ma w sobie zło, które czeka tylko, by się uwolnić. Pokazuje cierpienie, które może zniszczyć człowieka. Dziwnie się czułem to czytając... Krótko mówiąc polecam.
Przeczytałem też w końcu "Metro 2034"... Jeśli o to chodzi: dobra powieść, ale bez polotu. Nic co mogłoby mnie przykuć do treści, wątku na dłużej. Ot, coś lekkiego, mało zajmującego. Coś dobrego na podróż pociągiem czy autobusem, lecz nie po to, by rozmyślać, wzbudzać w sobie refleksje.
Mało pisałem. Niestety. Chciałbym pisać więcej, mieć na to siłę. Na razie jej nie znalazłem. Nie wiem czemu. Muszę znaleźć sobie coś, co popchnęłoby mnie do działania, do pisania właściwie. Co to takiego będzie? Trudno powiedzieć, lecz wiem, że coś takiego musi istnieć. Gdzieś. Nie wiem czy w teraźniejszości, czy w przyszłości. A może już istniało? Byłoby nieciekawie...
Nic więcej na razie nie napiszę. Wiem, że to za mało na półtora miesiąca przerwy, lecz nic na to nie poradzę. Mam tak dużo do napisania, ale nie wiem jak mam to opisać... No cóż...
Mniej lub bardziej, ale zawsze, nie?
Dawno nie pisałem, co? Też tak myślę, ale lepiej późno niż wcale.W zasadzie to nie wiem o czym mam pisać, ale czemu nie.
Kto mi zabroni. XDDDDD
W zasadzie chciałbym odpowiedzieć sobie w tym wpisie na jedno pytanie. Chyba ważne w pewnym sensie.
CO JA, KURWA, ROBIŁEM PRZEZ OSTATNI MIESIĄC?! XD
Cóż... Co takiego mogłem robić?
Czytałem, o!
"Cień wiatru" - kolejna powieść autorstwa Carlosa Ruiza Zafona, którą przeczytałem. Wydaje mi się nawet lepsza od "Gry anioła" ... Jest bardziej mroczna, bardziej tajemnicza. Pokazuje beznadziejność świata. To, że człowiek ma w sobie zło, które czeka tylko, by się uwolnić. Pokazuje cierpienie, które może zniszczyć człowieka. Dziwnie się czułem to czytając... Krótko mówiąc polecam.
Przeczytałem też w końcu "Metro 2034"... Jeśli o to chodzi: dobra powieść, ale bez polotu. Nic co mogłoby mnie przykuć do treści, wątku na dłużej. Ot, coś lekkiego, mało zajmującego. Coś dobrego na podróż pociągiem czy autobusem, lecz nie po to, by rozmyślać, wzbudzać w sobie refleksje.
Mało pisałem. Niestety. Chciałbym pisać więcej, mieć na to siłę. Na razie jej nie znalazłem. Nie wiem czemu. Muszę znaleźć sobie coś, co popchnęłoby mnie do działania, do pisania właściwie. Co to takiego będzie? Trudno powiedzieć, lecz wiem, że coś takiego musi istnieć. Gdzieś. Nie wiem czy w teraźniejszości, czy w przyszłości. A może już istniało? Byłoby nieciekawie...
Nic więcej na razie nie napiszę. Wiem, że to za mało na półtora miesiąca przerwy, lecz nic na to nie poradzę. Mam tak dużo do napisania, ale nie wiem jak mam to opisać... No cóż...
Subskrybuj:
Posty (Atom)