Baza cytatów

czwartek, 20 czerwca 2013

#22 Anty-Utopia

Nie wiem po co to piszę, bo to pewnie nie będzie mieć w ogóle sensu, ani nikogo to nie interesuje, ale z drugiej strony to mój blog i gówno powinno kogokolwiek interesować co tutaj wstawiam, więc będę pisał to co będę chciał, bo po prostu mogę i nikt mi nie zabroni. :)
Tak po prostu.

Ostatnio sobie myślałem, że chciałbym przeczytać "Nowy, wspaniały świat" Huxleya czy "Rok 1984" Orwella. Myślałem, że chciałbym dowiedzieć się czym jest antyutopia, co się z tym je i w ogóle. Jednakże zupełnie zapomniałem o pewnej książce Raya Bradbury'ego "451 stopni Fahrenheita", którą czytałem dobre kilka(naście) miesięcy temu.

Tytułowa temperatura nie jest niczym innym jak temperaturą, w której pali się papier. W powieści Guy Montag - tytułowy bohater i strażak (w tamtym świecie strażak jest człowiekiem z miotaczem ognia, który pali książki) - już na pierwszych stronach spotyka Klarysę. Kilkunastoletnią sąsiadkę z domu obok, w którym nie ogląda się telewizji, a zamiast tego często słychać śmiech i czuć rodzinną atmosferę na kilometr. W tym momencie zaczyna się zmieniać jego życie. Zaczyna czytać książki - bo to one zawierają w sobie tak wiele - i momentalnie zmienia się jego nastawienie do świata. Jego życie zaczęło nabierać sensu. Czy książki mają taką moc? Wydaje mi się, że nie. One jedynie wzbudzają uczucia i emocje, które nas porywają, zmieniają i kształtują na swoją modłę. Wracając - bezbarwna, bezemocjonalna egzystencja zmieniła się w coś o wiele więcej. Pełną emocji i marzeń rzeczywistość, w której ten mężczyzna istniał... Choć o niej zdał sobie sprawę trochę za późno.
W książce twierdzono, że literatura to największe zło. Oczywiście - nie było wojen, kłótni, bójek, nienawiści, ale też nie było radości, smutku, szczęścia, miłości. Niczego co nadaje światu tyle sensu. To tak jakby zostawić pusty karton po mleku, a zawartość wyrzucić, bo można się zachłysnąć płynem... Albo wyrzucić zapałki, bo może się zaprószyć ogień. Niedorzeczne...

Dzisiaj, w zasadzie przed chwilą, oglądałem film "Equilibrium" Kurta Wimmera... Znowu historia o świecie bez uczuć. Bez emocji. Bez kontaktów międzyludzkich. Jedynie egzystencja, która nie ma sensu. Która istnieje tylko, by istnieć, a oddechy są jedynie zegarem, który odlicza czas do końca. Nie chciałbym żyć w takim świecie. Choć mogę się bardzo utożsamiać w myśl dekadentyzmu, to osobiście lubię czuć. Lubię odczuwać wszystko, czego doświadczam. Nie chciałbym być pustą kukłą, która chodzi, by chodzić, mówi, by mówić, a słucha, by słuchać. Robić coś dla samego robienia. Musi być to irytujące.

To chyba wszystko... Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz